piątek, 20 marca 2015

Jak to się stało, że (się) zajarałem

Są takie rzeczy w moim życiu, które przychodzą nagle. Nawet bym się nie spodziewał, że przyjdą, bo po prostu ich nie oczekiwałem. Ale pojawiają się ni stąd ni z owąd, wchodzą w moje życie i zostają. Okoliczności ich pojawienia i skutki są naprawdę interesujące dla mnie samego. Tak jest też z teatrem.
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami... Nie, nie tak dawno i nie tak daleko. Gdzieś rok temu, w Puławach poszedłem na  rapową bitwę freestyle. Tak się złożyło, że podczas jej finału siedziałem w jury. Dobra, dobra, ale co ma rap do teatru? Nie wiem, ale wiem, co ma do tego raper, który kończy szkołę aktorską. A więc siedziałem w tym jury, gdzieś grubo po 1 w nocy i obserwowałem finał. Na scenie walczył młody gość, który miał fajną nawijkę i wygrał. Tutaj w scenariuszu pojawia się Kot, czyli Mateusz Kocięcki. Mój jedyny osobisty kontakt z nim to był uścisk ręki i gratulacje. Wysłałem mu zaproszenie do znajomych na Facebooku. Raz zagadaliśmy o czymś tam. I życie płynęło sobie dalej nie wskazując na żadne nagłe zwroty akcji. W między czasie znowu wróciłem do Lublina. Aż przyszedł sylwester i dostałem zaproszenie od Kota na domówkę. Sylwester u gościa, którego w sumie nie znam? Hmm... Ale okej. Zajrzę tam. Zajrzałem. I się skumplowaliśmy. Gadka szmatka, temat zszedł na szkołę aktorską i na teatr. I poszedł ogień. Kot nawijał o tym swoim teatrze z taką pasją i zaangażowaniem tak jak rzucał wersami na bitwie freestyle. Niestety mam słabość do pasjonatów i kiedy słucham jakiegoś, to sam po chwili jaram się tematem, o którym słucham. Nawet jeśliby to była fizyka kwantowa, na której kompletnie się nie znam. Na szczęście teatr to nie fizyka kwantowa. Było pewne - idę na jakąś sztukę. Kot załatwił mi wejściówkę do Osterwy w Lublinie na "Mistrza i Małgorzatę". Dawno już nie byłem na żadnym spektaklu. Ale to było jak ten raz, po którym stajesz się uzależniony. Tak, ta działka teatru wystarczyła, abym wyszedł i czuł, że muszę tu wrócić, bo inaczej będę na głodzie.
W sumie każdy wie, że w środowisku raperskim nie jest trudno znaleźć kogoś, kto poczęstuje Cię jakimś zielskiem, żebyś sobie zajarał razem z nim. Ja trafiłem na człowieka, który odpalił przy mnie pasję do teatru i dał mi zajarać. Zajarałem się i #jaramsieteatrem

P.S. Autor bloga nie jest narkomanem i nie przyjmuje żadnych narkotyków ani dopalaczy.